Panie Bratek, dasz pan radę!
Poniedziałek 22 grudnia 2014
Pamiętacie Jana Piszczyka? Cóż, życie go zbytnio nie pieściło: po pierwsze przyszło mu żyć w czasach takich, a nie innych, a po drugie owe życie dawało mu się we znaki dotkliwiej, niż reszcie szarej społeczności. Tak się składa, że losy nowego bohatera Stuhra zaskakująco przypominają żywot nieszczęsnego Janka.
Zacznijmy jednak od początku: bohaterem nowego obrazu Jerzego Stuhra jest Jan Bratek, który wkracza na scenę jako wpływowy, prawicowy polityk. Pewnego dnia pada on ofiarą wypadku i trafia do szpitala. Tutaj uaktywniają się jego wspomnienia, przez co wraz z bohaterem stajemy się świadkami najważniejszych wydarzeń w powojennej w Polsce, które często nie bezboleśnie ścierają się z losem Jana Bratka. Trochę tu „Forresta Gumpa” Zemeckisa, trochę „Domu” Łomnickiego i wreszcie - dość sporo – „Obywatela Piszczyka” Kotkowskiego (nie chodzi tylko o tytuł). Minusy: dość pokręcona chronologia – raz widzimy starego, a zaraz potem młodego Bratka, wydarzenia nijak nie chcą się zazębiać, widz się gubi… i tak przez cały film. Widać również, że panowie Stuhrowie, pokazując niewesołe rozdziały naszej historii, próbowali trochę zluzować przez cierpkie dowcipy. Cóż, próba naśladowania Lubaszenki lub Wereśniaka nie wyszła reżyserowi na dobre, może dlatego, że ze swoimi żartami trafił na mało podatny grunt. Niemniej film warto obejrzeć choćby dla jak zwykle genialnego Stuhra (ojca, chociaż i syn daje radę), który już niejeden raz udowodnił, że lepiej wychodzi mu granie niż reżyserowanie (no dobrze, z kilkoma wyjątkami).
Wojciech Obremski





