Ze stoczni na ekran
Czwartek 21 listopada 2013
Długo oczekiwany obraz naszego oscarowego reżysera doczekał się swojej premiery. Czy Wajda zbytnio gloryfikuje Wałęsę i czy wyłącznie jego postać ma być tą, dzięki któremu wschodnia Europa stała się wolna? Niech pozostanie to indywidualną oceną każdego widza.
Film „Wałęsa. Człowiek z nadziei” jest niejako zamknięciem tryptyku, w którego skład wchodziły obrazy: „Człowiek z marmuru” i „Człowiek z żelaza”. W każdym z tych filmów ukazana jest osoba, który samotnie podejmuje walkę z otaczającą go niesprawiedliwością, wynikającą z ówczesnej sytuacji ustrojowej. Tym razem Andrzej Wajda przenosi widza w czasy wydarzeń z wybrzeża lat 70, stoczniowych strajków, porozumień sierpniowych, stanu wojennego i wreszcie wielkiego przełomu roku 1989. Wydarzenia te są tłem do ukazania działalności twórcy Solidarności, późniejszego noblisty i prezydenta Polski.
Warto wspomnieć o genialnej, tytułowej roli Roberta Więckiewicza oraz nie mniej wyrazistej Agnieszce Grochowskiej, która w „Wałęsie” gra przyszłą pierwszą damę. Nie można pominąć także dynamicznego scenariusza Janusza Głowackiego i zdjęć autorstwa Pawła Edelmana.
Wojciech Obremski





