Wspólny sukces
Sobota 18 lutego 2017
Historia 23-letniego Mirka Nadobnika z Sulęcina znana jest lokalnej społeczności. Wielokrotnie opisywano historię życia tego młodego człowieka, który od urodzenia nie posiada rąk i nóg. Dziś absolwent SOSW w Sulęcinie ma protezy rąk. Wiele czasu musi jednak upłynąć, jak i silnej woli w ćwiczeniu, aby mioelektryczne protezy górnych kończyn funkcjonowały zgodnie z wolą użytkownika.
Zanim jednak specjaliści założyli protezy, trzeba było równolegle prowadzić kwestę na ich zakup oraz poświęcić dużo, bardzo dużo czasu na ćwiczenia stymulujące nerwy osadzone w kikutach rąk. Ich wrażliwość była niezbędna w procesie indywidualnego przygotowania mioelektrycznych protez. Koordynatorem akcji „Ręce dla Mirka” na zasadzie wolontariatu była Monika Stegeman. Wspomagali ją na tej samej zasadzie Agnieszka Dulik i nieco tajemniczy, acz bardzo serdeczny Madman znany z lokalnej strony internetowej. Trudno nie zapomnieć o rodzicach (Zofia i Mirosław) oraz rodzeństwie (Anna i Przemysław), ale to już inny wątek tej drogi razem do celu. Wspólne wspieranie było i jest gwarancją osiągniętego celu.
- Z Mirkiem znam się od ośmiu lat, od czterech lat prowadziłam zajęcia z zakresu kształtowania kreatywności, plastyki i funkcjonowania osobistego i społecznego. indywidualnie jak i w SOSW, gdzie również pracuję. Rozbudziłam w nim szerokie zainteresowanie plastyką, co zaowocowało licznymi nagrodami od szczebla gminnego do międzynarodowego. Malował za pomocą ust lub kikuta lewej kończyny. Nieświadomie trenował mięśnie przedramienia, co jako rzeczą bardzo ważną - potwierdzili lekarze specjaliści. Podczas powrotu rok temu z Centrum Olimpijskiego w stolicy, zapytałam go o marzenia. Rezolutnie odpowiedział – Chcę mieć ręce. Zaskoczona, ale pełna swojego optymizmu zaczęłam poszukiwania. Od czegoś trzeba było zacząć. Oczywiście od lekarzy specjalistów. Początkowe informacje zniechęcały, ale jestem swoistą optymistką. Konsekwentną w realizacji mądrych pomysłów. Oczywiście chodziliśmy z Mirkiem do szpitala na rehabilitację. Ćwiczenia obu kikutów rąk były uciążliwe. Mając opinie specjalistów musiałam szukać możliwości sprawdzenia adoptacji protez przez organizm. NFZ, różne fundacje były przeze mnie dosłownie bombardowane pytaniami. W końcu natrafiłam na firmę Orto Partner w Murowanej Goślinie. Zapoznałam się z opiniami, a ponieważ miałam zgodę Mirka jak i rodziców – sprawa nabierała konkretów. Jednak barierą były pieniądze. Akcję zbierania rozpoczęliśmy w lutym ubiegłego roku koncertem charytatywnym, potem stoiska na „Jarmarku Kogucim” i Dniach Sulęcina. Biegłam osobiście w 37 Szczecińskim Półmaratonie, co zaowocowało przelaniem 20 tysięcy złotych przez fundację PKO. Pozostała kwestia ostatecznej ceny, która zamknęła się kwotą 124 tysięcy złotych. Przygotowania finansowe zakończyliśmy w ciągu trzech miesięcy. Firma Maszoński Logistyc z Sulęcina sponsorowała jedną rękę, za co serdecznie raz jeszcze dziękujemy. Ta firma wielokrotnie również zapewniała bezpłatnie transport Mirka do odległych specjalistów. Aby nikt mnie, nam, nie zarzucił, że wybraliśmy tylko taką, a nie inna firmę, zasięgnęłam opinii innych specjalistów. Po pewnym czasie postanowiłam ponownie przebadać Mirka w firmie Orto Partner na wrażliwość impulsów. Indywidualne wykonanie protez to różne pomiary, odlewy, przymiarki. Protezy mioelektryczne zostały założone Mirkowi 7 czerwca 2016 roku. Trudno nie wymienić Fundacji „Siepomaga”, która wsparła nas w zakupie protez dłoni Bebionic – opowiada M. Stegeman.
Protezy umożliwiają sterowanie chwytem np. szybkie przytrzymywanie i zaciśnięcie dłoni, względnie szybkie wypuszczenie przedmiotów. Protezy Bebionic zaprogramowane są na 14 różnych chwytów, posiadają elektroniczny system czujników mocy zacisków. Dodatkowo do istniejących protez został zamontowany element zasilający pracę dłoni (akumulatory litowo-jonowe). Łączna wartość dłoni to koszt 188 tysięcy złotych. Mirek ma dwa w jednym, bowiem jego protezy mają szerszy zakres regulacji dostosowanych odpowiednim programem do zmian adaptacyjnych właściciela. Pozwalają w szerszym i bardziej precyzyjnym zakresie funkcjonować w codziennym życiu. Podstawowy sukces to chęć i siła działania Mirka. To on sam siłą woli i mięśni, motywacji i zaciętości, treningowi i nieustannym ćwiczeniom uczy się posługiwać protezami. Pierwsze protezy umożliwiały tylko i wyłącznie jeden rodzaj chwytu. Przy zastosowaniu dłoni Bebionic możliwości chwytu jest osiem, co diametralnie zwiększa możliwości chwytanie wielu elementów w codziennym życiu np. funkcję obsługiwania myszki, chwyt precyzyjny np. do obsługi kluczy, chwyt do trzymania sztućców, talerza itd.
- W pierwszej wersji, dłonie Bebionic, które testowaliśmy były większe i mało proporcjonalne. Obecne są nowością przywiezioną z targów ortopedycznych, które odbyły się w Libsku. Przy obustronnej amputacji mamy dużo ograniczeń manualnych. U Mirka udało się nam przekroczyć, przełamać wiele ograniczeń związanych z samodzielnym obsługiwaniem skomplikowanych dłoni, ruchu łokcia (uruchomienie i odblokowanie protez) poprzez wykonywanie odpowiednimi ruchami barków manewrów ramienia i przedramienia. Nowe protezy są bardziej precyzyjne. Przed nim okres rehabilitacji. Przy Bebionic dużo szybciej wykonuje więcej czynności, to wymaga oczywiście więcej uwagi i koncentracji – kończy Monika Stegman.
Za swoje społeczne działania wspaniała sulęcińska wolontariuszka została wyróżniona dyplomem i tytułem „Człowieka roku KRONO 2016” (w powiecie sulęcińskim) przyznanego w plebiscycie „Gazety Lubuskiej” i SWISS KRONO sp. z o.o. w grudniu roku ubiegłego. Serdeczne gratulacje!
Lech Malinowski





