Wkręcajcie nas dalej!
Środa 18 marca 2015
Rzadko kiedy mówi się ciepło o filmowych kontynuacjach, a gdy chodzi o kino rodzime, to samo słowo „dwójka” często przyprawia nas o ból głowy. Na szczęście są wyjątki. I - co cieszy szczególnie – coraz częściej na naszym podwórku.
Za klasyczny przykład naciąganego sequelu niech posłuży kontynuacja legendarnego „Sztosu” Olafa Lubaszenki, która to może stanowić obrazę dla dopieszczonego pierwowzoru z lat 90. Poradził sobie za to jakoś Jerzy Machulski, który z „Kilerów dwóch” wycisnął niemałą dawkę śmiechu, czym obronił honor pechowego taksówkarza Jurka Kilera z „jedynki”. Podejrzewam jednak, że w razie, gdyby pokusił się o „Kilera 3”, albo, nie daj Bóg, „Seksmisję 2”, poległby na całej linii. Niech więc zostanie, tak jak jest. A jest, drodzy Państwo, na ekranach, druga część „Wkręconych” Piotra Wereśniaka (wcześniejszego scenarzysty wspomnianych „Kilerów”), która stanowi najlepszy dowód, że jeśli się chce, to można zrobić udany ciąg dalszy i nie zabić fajnego wrażenia po obejrzeniu części pierwszej. Bo nawet, jeśli w drugiej brak niektórych aktorów z pierwowzoru (Adamczyk), to pojawiają się nowi (Socha, Żmuda – Trzebiatowska, Królikowski), którzy także dają radę. A jeśli dodamy do tego niezastąpionego Pawła Domagałę, który od jakiegoś czasu jest marką samą w sobie, to mamy gotowy hicior. Bo i scenariusz dobrze obmyślany, wartka akcja, no i teksty, które naprawdę śmieszą. Po raz pierwszy nie boję się, co zobaczę w trzeciej odsłonie cyklu – bo mam cichą nadzieję, że takowa powstanie.
Wojciech Obremski





