Wieczny opór „twardogłowych”

Wtorek 17 lutego 2015

Jakże się ucieszyłem, gdy na początku roku przeglądając w internecie mapę porozumień wędkarskich na 2015 r., „klikając” na Okręg Gorzowski Polskiego Związku Wędkarskiego, obok zaświecił się Okręg Zielonogórski, co miało oznaczać, że przy jednej opłacie za wędkowanie można łowić w obu okręgach (informacja dla osób niezorientowanych w temacie – Polska jest podzielona na 45 okręgów wędkarskich odpowiadających mniej więcej starym województwom. W każdym okręgu jest osobny zarząd i biuro i ustanowione są odrębne składki. Niektóre okręgi zawierają jednak porozumienia, w ramach których wędkarze mogą przy jednej opłacie wędkować na wodach okręgu innego niż swój. Okręg Gorzowski PZW od lat nie miał zawartego porozumienia z żadnym innym okręgiem). Jako wędkarz z Okręgu Gorzów już w myślach planowałem wypady na piękne jeziora torzymskie i urokliwą rzekę Ilankę (teren PZW Okręg Zielona Góra). Długo jednak się nie nacieszyłem… Okazało się, że porozumienie owszem jest, ale w jego ramach wędkarze z obu okręgów mogą łowić na terenie sąsiada dopiero po wniesieniu ulgowej opłaty. Wynosi ona za 1 dzień 10 zł, za 7 dni 20 zł z brzegu i lodu wód nizinnych oraz za 1 dzień 23 zł, a za 7 dni 43 zł z brzegu wód górskich. Jak płacili, tak będą płacić, tyle, że trochę mniej. Za młody jestem i nie pamiętam, ale kiedyś, w ramach jednej składki, za wędkowanie można było łowić w całej Polsce. A teraz porobiło się działaczy, pracowników i w każdym okręgu haracz trzeba im zapłacić. Gdyby człowiek chciał rajd z wędką po kraju zrobić i wszędzie na biwakach trochę połowić, toby na opłaty majątek stracił. PZW to jednak państwo w państwie. Gdyby wśród wędkarzy były takie związki zawodowe, jak u górników, to strajk byłby murowany. 650 tys. członków PZW sparaliżowałoby cały kraj. Taki pomysł widziałem w internecie – gdyby każdy z 650 tys. wędkarzy zrzeszonych w PZW zapłacił dodatkowo po 10 groszy na każdy okręg w kraju, jego składka wzrosłaby o 4,50 zł. To mało dla jednej osoby, jednak każdy okręg dostałby dodatkowo po ok. 65 tys. zł jako ekwiwalent za ogólnopolskie łowienie ryb. Ma to sens. To jedna z wielu propozycji. Twardogłowi (w wielu przypadkach „leśne dziadki”) z PZW są jednak wyjątkowo oporni na wszelkie propozycje.

Z innej beczki

Piękny w Polsce mamy zwyczaj przyozdabiania świątecznych drzewek. Nie znam domu, w którym w czasie świąt Bożego Narodzenia nie byłoby choinki. Jedni stawiają sztuczne, inni jednak, do których i ja należę, wolą prawdziwe (z punktu widzenia ekologii lepiej ściąć żywe drzewko, niż wyprodukować sztuczne). W grudniu w moim mieszkaniu również stanął piękny, srebrny świerk. Święta jednak minęły i gdzieś w połowie stycznia choinkę trzeba było rozebrać, bo zaczęły lecieć z niej igły. Drzewko zostawiłem przy pojemnikach na śmieci obok mojego budynku i… stoi tam do dziś. Panowie z ZUK Sulęcin zabierali odpady już przynajmniej dwa razy, chyba jednak stwierdzili, że drzewko jest ozdobą i zostawili je w spokoju. Sięgnąłem do ulotki nt. selektywnej zbiórki odpadów wydanej przez gminę Sulęcin w 2013 r. i przeczytałem tam, że do pojemników na odpady organiczne można wrzucać m.in. „gałęzie drzew i krzewów”. Wydaje mi się więc, że moja choinka należy do opadów organicznych. Może powinienem ją jednak pociąć na mniejsze gałęzie? A może choinki nie zabrano, bo przy moim budynku nie ma kosza na odpady organiczne (jak się zastanowiłem, to w ogóle jest ich mało na terenie gminy – zazwyczaj widzę trzy rodzaje: niebieskie na papier, żółte na plastik i metal i zielone na szkło).

Mam nadzieję, że choinka jednak wkrótce zniknie, a dla ZUK mam propozycję, żeby po następnych świętach przynajmniej na swojej stronie internetowej zamieściła informację, co zrobić z niepotrzebnym drzewkiem.

 

Adam Piotrowski

wykonanie: gardziejewski.pl

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z polityką dotyczącą cookies. Zamknij