Świat to za mało

Sobota 2 marca 2013

Już w krótki czas po sylwestrze w całym kraju znów zrobiło się świątecznie, imprezowo, a dzięki czemu cieplej. W większych lub mniejszych koncertach, licytacjach i towarzyszących im różnorodnych imprezach wzięło udział nie mniej ludzi, niż kilka dni wcześniej podczas witania nowego roku. (Zresztą i tu nie zabrakło wieczornych fajerwerków). Tak, tak, mam na myśli kolejną odsłonę tej niezwykłej akcji, przeprowadzonej już 21. raz przez takiego niezmordowanego faceta w okularach, czerwonych spodniach i żółtej koszuli, a może odwrotnie, nie pamiętam. Ale kolory nie są tu ważne. Ważne jest to, że człowiek ten (nazwiska nie potrzeba tu nikomu przypominać) potrafi każdego roku zjednoczyć wszystkich (no, prawie wszystkich) do zbiórki kasy dla najbardziej potrzebujących. Nie chciałbym używać górnolotnych porównań, ale trzeba to w końcu powiedzieć. Bo mówi się, że Polacy, choć stanowiący naród dość kłótliwy i skory do waśni, w razie potrzeby potrafi się zjednoczyć i zrobić dobrą robotę. Ową „robotą” można by nazwać chociażby wszelkie powstania (to nic, że większość skończyła się klęską) i obalenie dawnego ustroju. Bo w jedności siła, a tej o tej naszej jedności w ważnych momentach mówił i mówi cały świat.

Dziś w czasach pokoju nikomu nie chce się jednoczyć, chyba, że jednością nazwiemy zgromadzenia, protesty czy marsze z pochodniami, których ostatnio nam nie brakuje. No właśnie. Czy w dzisiejszej rzeczywistości można było zrobić coś, co sprowokuje do działania rzeszę rodaków? Okazuje się, że tak. Kiedyś jednoczyliśmy się do walki, dziś - do masowego pomagania, chociaż raz w roku, w tę pierwszą niedzielę stycznia. I tak jak ongiś byliśmy w tym nieocenieni, tak samo teraz Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy nie ma sobie równej na całym świecie. Tak jak kiedyś nasi dawali w kość zaborcom czy okupantom, tak samo dziś orkiestra Jurka Owsiaka zawstydza władzę, która nie potrafi sama zebrać niezbędnych do ratowania życia maluchów (w tym roku także seniorów) funduszy.

Cóż, owa jedność nigdy nie stanowiła i nie będzie stanowić 100 procent, dlatego nie dziwią jednostkowe głosy sprzeciwu wobec orkiestry. Dziwią tylko argumenty wysuwane pod adresem jej twórcy: że oszust, że po co, że przestępca, ćpun i że czerpie z orkiestry zarobki. A swoją drogą, nic by się chyba nie stało, gdyby „czerpał”. Bo mimo, że Owsiak żyje wyłącznie ze swej firmy producenckiej, to przecież mógłby brać za swą działalność jakiś procent. To i tak byłaby kropla w morzu tego, co dzięki jego fundacji udało się przez ponad 20 lat pozyskać. Ale niektórym się nie dogodzi. Nigdy. Nie chcą słyszeć, że dzięki WOŚP polska pediatria stanęła na nogi, uratowano życie setki, a może tysięcy dzieci, a ostatnio zwrócono się także w stronę ich dziadków…

Dość, nie ma o czym gadać - nawet to nie przekona tych na „nie”. A więc co trzeba zrobić, by byli oni wreszcie zadowoleni i docenili jakąkolwiek aktywność (pominę już WOŚP)? Nic. Po prostu nic, może kiedyś sami sobie odpowiedzą. A póki co ich głównym mottem powinien być tytuł jednego filmu o Jamesie Bondzie (skądinąd niezwiązanego z tematem): „Świat to za mało”.

 

Wojciech Obremski

 

Redaktor naczelny

wykonanie: gardziejewski.pl

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z polityką dotyczącą cookies. Zamknij