Seniorze, jedź (radź) sobie sam!
Poniedziałek 5 listopada 2012
Od wielu lat mam przyjemność znać panią Jadwigę Wellnitz. Osobę, która pomimo prawie osiemdziesięciu lat, swoim zapałem, energią i pracowitością przewyższa (i zaraża) wielu znacznie młodszych. Pani Jadwiga jest prezesem Powiatowego Stowarzyszenia Seniora w Sulęcinie. Organizacja ta skupia prawie 50 osób, które co jakiś czas się spotykają, wspólnie organizują pomoc osobom potrzebującym i trzymają się razem, bo, jak wiadomo, w kupie siła. Stowarzyszenie znane jest też z aktywnej współpracy z podobną organizacją, z Friedland w Niemczech.
W sierpniu niemieccy seniorzy zaprosili swoich partnerów na coroczne spotkanie. Termin wyznaczono na 7 września. Takich spotkań było już od groma, więc pani Jadwiga, jak zwykle w takiej sytuacji, złożyła na piśmie wniosek do starosty sulęcińskiego z prośbą o nieodpłatne użyczenie busa z Domu Pomocy Społecznej w Tursku. A trzeba dodać, iż członkowie stowarzyszenia to przede wszystkim emeryci (często niepełnosprawni), którzy mają niezbyt duże wpływy i, jak to bywa w podobnych przypadkach - bardzo dużo wydatków. Powiat, jako organ nadzorujący organizacje pozarządowe, powinien je wspierać i pomagać w ramach swoich możliwości, szczególnie w tak ważnej kwestii, jak współpraca międzynarodowa. I tak do niedawna było.
Poprzedni starosta Stanisław Kubiak, zawsze w mniejszym lub większym stopniu pomagał sulęcińskim seniorom. I nawet, gdy na drodze owej pomocy stawały wszechobecne problemy z kasą, nigdy przeszkodą nie stawał się tak banalny powód, jak dowóz do miejscowości oddalonej o zaledwie kilkadziesiąt kilometrów. O co chodzi z tym dojazdem - już wyjaśniam: otóż tym razem okazało się, że busy w turskim DPS-ie wożą nie ludzi, lecz… gruz po remoncie budynku. Przez to niemożliwe jest, by wygodne pojazdy zawiozły sulęcińskich seniorów do Niemiec. Taką wiadomość przekazała J. Wellnitz sekretarz powiatu. Panią Jadwigę do dziś bolą oczy od przecierania ich ze zdumienia.
Jednak kobieta szybko wzięła się w garść. Rozumiała bowiem, ze na jej barkach spoczywa „być albo nie być” dalszej, tak owocnej do tej pory współpracy. No i wzięła sprawy w swoje spracowane ręce i, by wyjść z twarzą wobec niemieckich gospodarzy, skrzyknęła swoich sprawdzonych ludzi, by wspólnie wynająć prywatny transport. I tak, na własny koszt dojechali do Friedland, jednocześnie ratując honor swój, a przy okazji urzędników ze starostwa i samego starosty.
Na powyższym przykładzie widać, ze budowa w naszym kraju tzw. społeczeństwa obywatelskiego leży na obu łopatkach. Niektóre stowarzyszenia, np. te skupiające samych seniorów, nie są w stanie przebrnąć przez gąszcz biurokratycznych wymagań, formularzy i dokumentów, które stoją na drodze do pozyskania nawet najdrobniejszego dofinansowania. Takie organizacje powinny być bezwzględnie wspierane przez urzędy i instytucje. Dzięki niedużym przecież (przynajmniej w tym wypadku) zastrzykom finansowym, osoby zrzeszone w małych grupach, czy to formalnych, czy też nie, nadal będą się czuły potrzebne.
Ale, ale, jest jeszcze coś: na seniorów żałują, ale na ryby grosza nie szczędzą… Niedawno byłem świadkiem przekazania 2.000 zł, które miało posłużyć zarybianiu. Tym hojnym sponsorem było… starostwo powiatowe w Sulęcinie. Wszyscy wędkarze, łącznie ze mną, bardzo się z tego ucieszyli. Jednak Powiatowe Stowarzyszenie Seniora w Sulęcinie to też organizacja pozarządowa, podobnie jak Polski Związek Wędkarski. Widzę to tak: związkowi można było przekazać „dwójkę”, ale już stówy na paliwo do busa zabrakło. To polityka, czy sprawiedliwość? A może sprawiedliwość polityczna?
Adam Piotrowski





