Polska była zagrożona

Wtorek 26 czerwca 2012

Z Ryszardem Kaliszem, posłem na sejm i byłym ministrem spraw wewnętrznych i administracji, rozmawia Adam Piotrowski.

 

Przekrój Lokalny: Po ostatnich doniesieniach Gazety Wyborczej o więzieniach CIA w Polsce, w rozmowie z dziennikarzami tej samej gazety Aleksander Kwaśniewski przyznał, że w Polsce przetrzymywano więźniów oskarżonych o terroryzm. Leszek Miller wciąż jednak idzie w zaparte, twierdząc, że tajnego więzienia CIA w Kiejkutach nie było. Czy Pan, jako bliski współpracownik Kwaśniewskiego wiedział o tych domniemanych obiektach i czy uważa Pan, że Leszek Miller powinien być postawiony przed Trybunałem Stanu?

Ryszard Kalisz: Aleksander Kwaśniewski w wywiadzie dla Gazety Wyborczej nie powiedział wcale, że wiedział o więzieniach CIA w Polsce. Tak relacjonowała ten artykuł Monika Olejnik. Trochę mijała się z tekstem. A. Kwaśniewski po pierwsze powiedział, że był prezydentem i o wszystkim, co się działo w państwie wiedział oraz, że za wszystko ponosi odpowiedzialność. Po drugie, że istniała współpraca wywiadowcza pomiędzy wywiadem USA, a polskim w walce z terrorystami. Po trzecie, że wywiadowi amerykańskiemu została udostępniona willa w Kiejkutach na terenie ośrodka szkolenia służb wywiadowczych. Ponoć amerykańskie samoloty lądowały na lotnisku w Szymanach. To zresztą wie A. Kwaśniewski, wie dzisiejsza Polska, wiem ja i wie Leszek Miller. Natomiast z tych faktów nie wynika wcale, że torturowano tam więźniów. O tym powiedział jeden z odsuniętych wiceszefów CIA, podczas kampanii wyborczej w Stanach Zjednoczonych, siedem lat temu. Do dziś jest to jedyna potwierdzona informacja. Natomiast nie ma żadnego potwierdzenia, że powiedział prawdę. Następnie dwóch ludzi pochodzenia arabskiego, (którzy są teraz w więźniu w Guantanamo na Kubie), zeznało, że byli w takim kraju, gdzie jest zimno, itd. i na tej podstawie ich polscy adwokaci zgłosili postępowanie przygotowawcze oraz zostali dopuszczeni jako pełnomocnicy pokrzywdzonych. Śledztwo się toczy, ale na razie ma tryb ściśle tajny. Trudno mówić tu o Trybunale Stanu. I najprawdopodobniej do niego nie dojdzie. A nawet gdyby, to w polskim prawie istnieje kategoria kontratypu, określających okoliczności wyłączających odpowiedzialność dla różnego rodzaju sytuacji, w których dla dobra wyższego poświęca się dobro mniejsze. Polska była bezspornie zagrożona atakiem terrorystycznym. I tu mogę panu powiedzieć, że kiedy byłem ministrem spraw wewnętrznych i administracji, to były przynajmniej cztery realne groźby ataku terrorystycznego i odpowiedzialnością każdego rządu i prezydenta jest uchronienie polskich obywateli przed takim zagrożeniem.

P.L.: W wywiadzie dla TOK FM, zaraz po ostatnim kongresie SLD powiedział pan, że Janusz Palikot chce wyglądać i być traktowany poważniej. Czy akt apostazji z kościoła był rzeczą poważną w wykonaniu Janusza Palikota, czy Palikot przesadził? Jak daleko jest w tej chwili SLD od Ruchu Palikota? Czy możliwa jest współpraca w kontekście nawet ostatniego głosowania nad ustawą emerytalną, w którym Ruch Palikota poparł rząd Platformy Obywatelskiej?

R.K.: Janusz Palikot jest osobą, która osiągnęła bardzo dużo, będąc efekciarskim, ale osiągnął próg. Tym progiem jest owe 12 proc. poparcia. J. Palikot sam doskonale wie, że musi być nadal odbierany jako popularny polityk, ale mu to nie wychodzi. Ostatni akt apostazji świadczy o tym, że znowu zrobił show. Ja uważam, że kwestia sumienia, wyznania jest sprawą osobistą każdego obywatela. Jestem przeciwko temu, gdy posłowie PiS-u często w sejmie podczas obrad głośno się modlą, szczególnie wtedy, kiedy podejmujemy uchwały dotyczące pamięci kogoś ważnego. Uważam, że sejm nie jest od odmawiania modlitw. SLD jest za neutralnością światopoglądową, ale nie chce walki z Kościołem. Palikot moim zdaniem na tym straci. Nie ma mowy o zjednoczeniu jego partii i SLD, ale uważam, że powinniśmy mieć wspólny komitet wyborczy, zarówno w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2014, jak i w wyborach parlamentarnych w 2015 r.

P.L.: Platforma Obywatelska, wychodząc naprzeciw problemom demograficznym, które nas czekają w przyszłości, które są wieszczone przez GUS i EUROSTAT, zaplanowała i wprowadziła w życie reformę emerytalną. Problemy, o których mówię, zgodnie z przytoczonymi badaniami są nieuniknione. Jaki pomysł ma SLD na rozwiązanie tych problemów? Czy Sojusz nie cieszy się, że to PO wzięła na swoje barki tę niepopularną politycznie decyzję?

R.K.: Proponowaliśmy Platformie, żeby emerytura była zależna od stażu pracy. Pan wskazał problemy demograficzne. W tej chwili kobiety rodzą bardzo mało dzieci, a to dlatego, że nie mamy dziś w Polsce systemu gwarancji dla kobiet. Gwarancji polegających na tym, że jak urodzą dziecko i wrócą do pracy, dostaną to samo stanowisko, że będą miały możliwość posłania dziecka do bezpłatnych przedszkoli i szkół.

P.L.: Jak pan sądzi w takim razie, dlaczego w innych krajach Unii Europejskiej, pomijając Bułgarię i Rumunię, wiek emerytalny jest lub już został podwyższany do 67 roku życia, natomiast w Wielkiej Brytanii rząd zastanawia się, żeby podnieść czas przejścia na emeryturę dopiero w 70 roku życia?

R.K.: Odpowiem wprost. To może zabrzmieć niezwykle przykro, ale po prostu życie, ze względu na służbę zdrowia w krajach bogatych, jest dłuższe niż w Polsce. Jeżeli pan weźmie Szwecję, gdzie na emeryturę przechodzi się w wieku 71 lat, to tam średnia życia jest o 10 lat dłuższa, niż w Polsce. Dlatego istnieje problem, ile lat państwo ma utrzymywać tych ludzi po przejściu na emeryturę.

P.L. Dziękujemy za rozmowę.

Poseł odwiedził szkoły

22 maja w sulęcińskim I Liceum Ogólnokształcącym oraz w Zespole Szkół Licealnych i Zawodowych odbyły się spotkania otwarte z posłem Ryszardem Kaliszem. Ten znany z poczucia humoru i zamiłowania do samochodów marki jaguar polityk należał w 1999 r. do grona członków-założycieli Sojuszu Lewicy Demokratycznej. W latach 2004-2005 był ministrem spraw wewnętrznych i administracji w rządzie Marka Belki. W 2001 r. pierwszy raz uzyskał mandat poselski. We wszystkich kolejnych wyborach parlamentarnych udawało mu się zdobyć społeczne zaufanie. Po wyborach w 2011 r. przegrał z Leszkiem Millerem wybory na szefa klubu poselskiego SLD. Spotkanie w I LO R. Kalisz rozpoczął od zapewnień, że zabiega o to, by nasz Sąd Rejonowy nie został zlikwidowany. Stwierdził, że sulęcińska placówka jest w pakiecie 74 sądów ze 120, których przedstawiciele (władze samorządowe lub mieszkańcy), zwrócili się do niego o pomoc. W dalszej części spotkania poseł odpowiadał na zadawane mu pytania.

 

wykonanie: gardziejewski.pl

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z polityką dotyczącą cookies. Zamknij