Na nieludzkiej ziemi
Wtorek 23 kwietnia 2013
Ostatnimi czasy na naszych ekranach przewija się jedna wielka lekcja historii. Oglądaliśmy już pogrom polskich oficerów w Katyniu, Bitwę Warszawską w 1920 r. i tryumf polskiego oręża pod Wiedniem. Teraz przyszedł czas na kolejną, mroczną część naszych smutnych dziejów w minionym wieku.
Filmów o syberyjskich zesłańcach jest jak na lekarstwo, a te, które powstały, traktują temat niemal po macoszemu. Choć nawet Niemcy nakręcili obraz, opowiadający o bohaterskim, hitlerowskim uciekinierze z sowieckiego łagru, w którym kontrast miedzy tymi „dobrymi” i „złymi” widoczny jest bardziej, niż w niedzielnym kinie familijnym.
Natomiast „Syberiadę Polską” Janusza Zaorskiego można uznać za sprawozdanie z jednej z syberyjskich osad, w której to przyszło żyć polskiej rodzinie. Rodzinie, która po 17 września, jak wiele innych została zesłana na nieludzką ziemię. „Kto nie pracuje, ten nie je” – głosi wszystkim obozowy „prikaz”. Część tej harówki nie wytrzymuje, część radzi sobie jak może w inny sposób, aż wreszcie następuje amnestia. Jednak to nie koniec katorgi naszych rodaków. Bo czy odnajdą się w nowej rzeczywistości, w której nie wiadomo, kto jest sojusznikiem, a kto wrogiem? Film godny polecenia zwłaszcza młodym, którym na lekcjach historii wciąż za mało mówi się o syberyjskim piekle. Piekle, z którego wielu ocalonych, zwłaszcza tu, na zachodzie Polski, to ich najbliżsi sąsiedzi.
„Syberiada Polska” nie potępia. Nikogo i niczego. O tym, kto, kto jest „zły” czy „dobry”, niech zdecydują sami widzowie. Być może pomoże im w tym wspaniała muzyka Krzesimira Dębskiego i zapierające dech w piersiach zdjęcia, tej wciąż nieludzkiej dla nas ziemi.
Wojciech Obremski





