Mamy tutaj jeden wielki smród!

Wtorek 18 czerwca 2013

Sułów to niewielka wieś położona w gminie Rzepin. Zamieszkuje ją ponad 200 mieszkańców, działa w niej świetlica wiejska, jest też Ochotnicza Straż Pożarna. W ubiegłym roku działalność rozpoczęła tu także świniarnia, którą otworzył prywatny przedsiębiorca.

 

Dzierżawi on budynki dawnego PGR-u, gdzie hoduje świnie. Mieszkańcom się to nie podoba, według nich po wsi unosi się straszny fetor, pojawiły się gigantyczne szczury, a dzieci zaczęły chorować. Na początku maja sołtys Cezary Nowaczewski zorganizował zebranie, na które również dostaliśmy zaproszenie. Mieszkańców przyszło sporo, a każdy miał coś do powiedzenia. - Ostatnio to aż piekło mnie w gardle od tego smrodu, będę chyba musiał iść do lekarza – żalił się Andrzej Zawadzki. - W weekend majowy przyjechał do mnie syn z wnukiem, ale po godzinie wrócili do domu. Nie wytrzymali – twierdził. Pan Andrzej sam kiedyś pracował w pegeerze i mówił, że tam tak strasznie nie cuchnęło. Opowiadał nam, jak było kiedyś: były wentylatory, które na bieżąco odprowadzały wszystkie zapachy na zewnątrz. - Świnie były myte i codziennie u nich sprzątano. Padlinę od razu utylizowano, a on to przetrzymuje w kontenerach. Teraz to na jakiś czas otworzą drzwi i walą na nas ścianą smrodu – żalił się. Mieszkańcy Sułowa przekazali nam zdjęcia, na których widać, jak właściciel świniarni przechowuje martwe sztuki. Fotografie zostały zrobione zimą i jeszcze tak nie śmierdziało. Teraz, gdy się padlina się rozkłada, smród jest coraz większy. (Adam Tyszko, właściciel świniarni twierdzi, że na bieżąco utylizuje padlinę).

 

Wieś w transparentach

 

- Nie ma jak wyjść z dziećmi na spacer, bo po porostu śmierdzi. O, teraz wieje wiatr w naszym kierunku, niech pan powącha – krzyczała z tłumu Lidia Kotulska. - Od kilku lat nie chorowałem, a w tym roku już trzy razy musiałem brać antybiotyki – opowiadał Marek Lech. Zrobiliśmy ankietę wśród mieszkańców i okazało się, że dużo osób choruje tam na drogi oddechowe. - Pojawiła się jakaś plaga szczurów. To chyba przez tą przechowywaną za chlewnią padlinę – rozkładała ręce Danuta Greczuk.

W kwietniu mieszkańcy postanowili zaprotestować. Wtedy też w gospodarstwie była kontrola z kilku instytucji, która miała sprawdzić, czy są tam nieprawidłowości. Rozwieszono we wsi transparenty z hasłami: „Chcemy godnie żyć!”, „Woda zdatna do picia – jak długo?” czy „Mamy dość smrodu!”. Nic to jednak nie dało, a hasła wiszą do dzisiaj. Wszelkie kontrole wykazały, że świniarnie mogą dalej funkcjonować. - Nikt nie chce nas słuchać, ani władza, ani kontrolujący! Oni nawet nie wiedzą, co mają sprawdzać. Dlaczego w komisji kontrolującej nie było sołtysa? Skąd pan Tyszko wiedział, że akurat w tym dniu będzie u niego kontrola i wszystko przed tym uporządkował? – pytał zbulwersowany M. Lech. - A może przed kolejną kontrolą szanowna komisja wysłucha nas, co mamy do powiedzenia? Mieszkańcy z zamkniętymi oczami mogą wskazać, co jest tam nie tak – dodał.

 

Wieś zniknie – świnie zostaną?

 

Burmistrz Rzepina Andrzej Skałuba zgłosił sprawę prokuraturze, ale ta umorzyła śledztwo.

Tam też ma zamiar zgłosić się sam właściciel hodowli. – Niedawno ktoś przeciął mi kłódkę i wypuścił świnie, mieszkańcy przebijają mi opony w aucie, nachodzą mnie, będę musiał udać się z tym do prokuratury – powiedział nam A. Tyszko. Mieszkańcy Sułowa na zebraniu wykrzykiwali, że zanim przedsiębiorca przyjechał do wsi, było dobrze. Niektórzy nawet chcieli się wyprowadzić, ale nie mogą znaleźć kupców na mieszkania. – Przyjeżdżali różni ludzie oglądać mój dom, ale jak się dowiedzieli o świniarni, zrezygnowali z kupna – mówiła Krystyna Bogdanowicz. Wszyscy boją się, że dojdzie do epidemii. I co wtedy? – zapytaliśmy. – My umrzemy, młodzi wyjadą i Sułów zniknie z mapy – taka była odpowiedź. Pewna kobieta w podeszłym wieku wyrwała się z tłumu – A niech on wykupi całą wieś, czort z domem rodzinnym! Trudno, wyjedziemy – krzyknęła.

 

Robią pod górkę?

 

Zapytaliśmy właściciela hodowli, czy nie chciałby uczestniczyć w spotkaniu i porozmawiać z mieszkańcami. Usłyszeliśmy jednak, że… ma ich dość i nie może już na nich patrzeć. A. Tyszko twierdził, że mieszkańcy wsi „robią mu pod górkę” i nie dają spokojnie prowadzić hodowli. Na nasze pytania, czy wszystko co robi jest zgodnie z prawem, odpowiedział, że tak. Zaproponowaliśmy więc, by pokazał sułowiakom, że tak jest naprawdę. – Według norm na teren hodowli nie mogę wpuścić postronnych osób – powiedział nam A. Tyszko. Ustaliliśmy jednak, że jak tylko dostaniemy sygnał od mieszkańców, że we wsi unosi się nieprzyjemny zapach, natychmiast skontaktujemy się z nim i razem będziemy dochodzili, co jest jego przyczyną. Przed naszym wyjazdem z Sułowa mieszkańcy zapowiedzieli, że nie dadzą za wygraną i prędzej czy później pozbędą się przykrego zapachu ze wsi. Do sprawy wrócimy.

 

Mariusz Szpakowski

wykonanie: gardziejewski.pl

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z polityką dotyczącą cookies. Zamknij