Gdzie ta Polska w ruinie?

Wtorek 23 sierpnia 2016

Dziurawe drogi, chylące się i pofalowane nienaturalnie dachy, odrapane elewacje, rozwalone płoty, szalone kontrasty – z jednej strony bogactwo (wąska grupa ludzi), z drugiej przytłaczająca bieda (zdecydowana większość). Do tego niskie pensje, wysokie ceny, wszechobecna korupcja. Czego przedstawiłem obraz? To Ukraina i w dużej mierze Bułgaria. Te dwa kraje miałem okazję w tym roku odwiedzić i są to moje własne, niepowielane obserwacje. Nie piszę o tym, by się pastwić nad Ukraińcami czy Bułgarami, bo jest mi ich po ludzku szkoda, ale żeby zrobić małe porównanie do Polski. Owszem, nie żyjemy może jeszcze jak Niemcy czy inne kraje zachodnie, ale niech mi nikt nie wciska, że Polska jest w ruinie.

Gdy po wizycie na Ukrainie i w Bułgarii przejeżdżałem przez nasz kraj, to aż miło było popatrzyć na zadbane obejścia, piękne domki, ocieplone i pomalowane bloki, wyremontowane szpitale i szkoły. W każdym mieście i niemal każdej wiosce stoi tablica z informacją o przeprowadzonej inwestycji z udziałem środków z Unii Europejskiej. Bezrobocie w lipcu sięgnęło najniższego od lat poziomu 8,6 proc. I nie jest to z pewnością efekt ostatniego półrocza. To głównie zasługa pracowitości, pomysłowości i zaradności zwykłych Polaków. I gdzie ta Polska w ruinie?

Na początku lat ’90 razem z Bułgarią i Ukrainą gospodarczo zaczynaliśmy z podobnego poziomu. Dziś dzieli nas przepaść. Dziś śmiało mogę powiedzieć, że opłacały nam się trudne i niepopularne reformy Balcerewicza. Tego samego, który stoi teraz na czele doradców od gospodarki premiera Ukrainy. Chcą przestawić ukraińską gospodarkę na podobne tory, jak miało to miejsce w Polsce 25 lat temu. Obecna ekipa rządząca próbuje nas jednak przekonać, że przed nimi Polską kierowali wyłącznie nieudacznicy i złodzieje. To gdzie ta Polska w ruinie?

Owszem jest jeszcze sporo obszarów do nadrobienia, ale to naturalne, że wszystkiego nie da się zrobić od razu. Była też masa błędów poprzednich ekip rządzących, ale kto nic robi, ten ich nie popełnia. Ktoś może nam zarzucić, że jesteśmy dzisiaj wyrobnikiem Europy, i że w naszym kraju w wielu branżach ma miejsce ostatni, produkcyjny etap. Ja jednak odpowiem, że to dobrze od czegoś zacząć, i że rynek pracy ukierunkowany na pracownika już powoduje podniesienie pensji i z pewnością wkrótce będzie jeszcze lepiej. Ktoś może narzekać na tysiące tirów rozjeżdżających nasze drogi. Ja jednak odpowiem, że to dobrze świadczy, bo na drogach Ukrainy i Bułgarii nie ma ich prawie w ogóle. Ktoś może zarzucić, że w ostatnich latach z Polski na 37 mln ludzi za pracą wyjechało 3 mln. Ja jednak odpowiem, że z Bułgarii na 9 mln mieszkańców wyjechało 2,5 mln (praktycznie całe młode pokolenie). I gdzie ta Polska w ruinie?

Najważniejsze teraz, żeby tego wszystkiego co osiągnęliśmy nie zmarnotrawić. Nie spowolnić tempa naszego rozwoju. Może więc to i dobrze, że prezydent Andrzej Duda zrobił w konia „frankowiczów” i nie dotrzymał obietnicy wyborczej o przewalutowaniu kredytów, bo to by zrujnowało finansowo polską bankowość. Może to i dobrze, że pomimo upływu czasu na tabeli obietnic rządu PiS (publikowanej przez nas od prawie roku) nadal króluje kolor czerwony, bo jak zacznie zamieniać się na zielony, to jestem pewien, że nasz kraj czeka spektakularna klęska finansowa. Więc niech tych obietnic nie spełniają. Tylko dlaczego je dawali? Na to pytanie niech nasi szanowni czytelnicy odpowiedzą sobie sami.

Adam Piotrowski

wykonanie: gardziejewski.pl

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z polityką dotyczącą cookies. Zamknij