Dziel i rządź

Wtorek 17 lutego 2015

Pisząc nie tak dawno w tym miejscu o krajobrazach po bitwach, mając na uwadze minione wybory samorządowe, nie sądziłem, że owa powyborcza atmosfera będzie wisiała nad naszymi głowami aż do teraz. Bo mimo, ze głosy wreszcie policzone, koalicje potworzone, stołki pozajmowane, a plakaty pozdejmowane (choć nie wszystkie), to duch wyborów wciąż jest wśród nas i co jakiś czas złowieszczo zawyje, by dać o sobie znać. Oto bowiem nowi rządzący, po paru tygodniach „przystosowywania się” do swej nowej sytuacji i ochłonięciu po wyborczych sukcesach ze zdziwieniem stwierdzają, że władza to nie tylko przywileje, przecinanie wstęg, te same mowy-trawy podczas lokalnych fet i spijanie śmietanki. Tak, tak, trzeba wypić coś jeszcze: piwo, które naważyli ich poprzednicy. I nie jest to bynajmniej browarek ze słodkim sokiem, tylko gorzki, trudny do przełknięcia napój o nazwie „lokalna zmora” lub „prawdziwy obraz”. No bo wystarczy prześledzić medialne doniesienia z ostatniego czasu: jedna gmina zadłużona, aż huczy, w innej w tajemniczy sposób zniknęły miliony, jeszcze kolejna robi takie cięcia, że sam profesor Religa pokiwałby z uznaniem głową, gdzie indziej natomiast trwa wymiana całej załogi urzędu, no bo przecież ten się nie sprawdził, tamten się spóźniał, a następny za długo przesiadywał w toalecie, nosząc w dodatku mało gustowny krawat. Coraz częściej padają też zapowiedzi zgłoszenia poprzednika do różnych instytucji, które mają przyjrzeć się dobrze lub niedobrze wydanej kasie, a nawet do prokuratora.

Boję się, że w tym całym kołowrotku mało kto zwraca uwagę, iż obok gabinetu szefa gminy czy powiatu znajdują się pomieszczenia, w których obsługiwani mamy być my, szarzy mieszkańcy, a urzędnicy są powoływani dla nas, a nie na odwrót. Miejmy więc nadzieję, że wewnętrzne sprawy urzędnicze, które niekiedy, trzeba to przyznać, wołają o pomstę do nieba, a przede wszystkim o jak najszybsze wyjaśnienie, nie przesłonią panom w garniturach (lub paniom w garsonkach) tego, po co znaleźli się w swych nowych, wygodnych fotelach. Na opisanie powyższej sytuacji wystarczy stara, rzymska maksyma divide et impera (dziel i rządź). Mimo, że w jej pierwotnym założeniu chodziło o coś innego, to jej wymowa jak najbardziej oddaje sens obecnej sytuacji w wielu magistratach. Chcesz rządzić? To rządź. Ale musisz podzielić czas na pozamiatanie swego podwórka oraz na sprawy tych, którzy cię wybrali. Miejmy nadzieję, że taka równowaga zostanie zachowana.

 

Wojciech Obremski

 

Redaktor naczelny 

wykonanie: gardziejewski.pl

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z polityką dotyczącą cookies. Zamknij