Chwilo, trwaj!

Czwartek 21 listopada 2013

Jak ja nie lubię, no naprawdę nie cierpię tego mrocznego okresu przesilenia. Bo przecież było tak fajnie… Tegoroczne lato nie szczędziło nam upalnych dni, potem nastał ciepły wrzesień, a potem nie mniej przyjemny październik. I właśnie dlatego przesuwanie wskazówek zegara przyszło mi w tym roku tak trudno. Bo co z tego, że za oknem wciąż słońce, na nowo kwintą mlecze, a na naszych termometrach króluje dwudziestka? Wszystko to traci na znaczeniu, skoro już o 17.00 jest ciemno jak w mogile, a będzie coraz ciemniej i ciemniej…

Ale dość już tych pesymistycznych przemyśleń nad tym, co nieuniknione jest od zawsze, a z czym optymistycznie patrzący na świat Polak pogodzić się nie może. Są przecież na tym świecie rzeczy, które cieszą. I nie mam na myśli wychodzącego z kryzysu USA czy chrztu następcy tronu Jerzego Aleksandra Ludwika itd., ale nasze małe, lubuskie podwórko. Choć „małe” może być zwrotem nie na miejscu. Jeszcze kilkanaście lat temu o mieszkańcy Polski wiedzieli o naszym regionie tyle, że leży on na zachodzie, jego największe miasta to Gorzów Wielkopolski i Zielona Góra, a przyjeżdżać tu nie ma po co, no, chyba, że w drodze na saksy do sąsiadów. Jednak „wiatr zmian” dotarł i tu. Stalowe, bazarowe „szczęki”, z których słynęło niegdyś pogranicze, brudne i zdegenerowane poniemieckie kamienice, a w końcu stereotypy o granicy między dwoma światami – wschodu i zachodu, przestały być widoczne. A co najważniejsze, zmiany te nastały w ciągu zaledwie dekady. Nie będę oryginalny twierdząc, że „coś” drgnęło 1 maja 2004 r., w dniu wejścia Polski do tej właściwej Europy, kiedy to ministrowie spraw zagranicznych Polski i Niemiec uścisnęli sobie dłonie na granicznym moście w Słubicach (skoro przy tym mieście jesteśmy, należy też wspomnieć o spotkaniu nieodżałowanego Tadeusza Mazowieckiego z Helmutem Kohlem w 1990 r.). Lecz to cząstkowe przykłady. Na naszym zachodzie królował bowiem marazm, egzystencja na uboczu kraju, głośna afera o niepokazanie Gorzowa na mapie pogody w jakiejś tam telewizji… Nawet gdy zdarzyło się, że nasi wielcy bywali w Lubuskiem, to tylko przejazdem – za przykład niech posłuży przyznanie nagrody frankfurckiej Viadriny Władysławowi Bartoszewskiemu i Adamowi Michnikowi w 2008 roku. Owszem: splendor, narodowa duma… szkoda tylko, że tuż za granicą. Kraju, a zarazem regionu.

W przełomie pomogły drogi (Znów te polskie, choć tym razem nieserialowe). Najpierw S3 z Gorzowa do Szczecina, aż wreszcie dłuuugo oczekiwany odcinek autostrady A2 ze Świecka do Nowego Tomyśla (lub na odwrót). I właśnie przy otwarciu tej ostatniej swoje szacowne oko na nasz region zwrócił prezydent. Ba, żeby jeden. Podczas otwarcia drogi spotkało się ich aż trzech plus brandenburski premier. Powiało światem! Dlatego dziś, po tych wszystkich mostowo – drogowo uprzejmościach nie dziwi nikogo widok dwóch prezydentów: Polski i Niemiec, przechadzających się po granicznej przeprawie. Sytuacja ta miała miejsce 18 października, podczas immatrykulacji nowego roku studenckiego Collegium Polonicum w Słubicach i frankfurckiej Viadriny. Trzeba jednak zaznaczyć, że wizyty takie nie byłyby możliwe, gdyby nie inne, nie tylko te infrastrukturalne zmiany. Dlatego nie spoczywajmy na laurach. I niech trwają. Te chwile.

 

Wojciech Obremski

 

Redaktor naczelny

wykonanie: gardziejewski.pl

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z polityką dotyczącą cookies. Zamknij